LISTY CZYTELNIKÓW. 15 września odbyłam niezwykle interesującą podróż z Gołdapi do Łomży i nie na wycieczkę krajoznawczą, a po to, by spotkać się z mieszkańcami, posłuchać gospodarzy miasta i wspaniałych panelistów Debaty o oświacie: doc. dr Elżbiety M. Kauer-Bugajnej z Wydziału Polonistyki UW, prof. dr hab. Małgorzaty Kowalskiej z Wydziału Humanistyczno-Socjologicznego Uniwersytetu w Białymstoku, mgr Romana Filipowicza - byłego dyrektora Zespołu szkół Zawodowych w Łomży, obecnie na emeryturze, mgr Wiesława Nowaka - Wiceprezesa Zarządu Oddziału ZNP w Łomży i emerytowanego nauczyciela, zaproszonych przez organizatorów tego wydarzenia - łomżyńską grupę KOD reprezentowaną przez dr Tadeusza Nowaka z Wyższej Szkoły Agrobiznesu i mgr Radosławę Górską nauczycielkę języka polskiego. Chciałam też poznać działaczy KOD z innych regionów Polski, którzy tam przybyli z Warszawy, Białegostoku, Ostrołęki i Mrągowa, aby pochylić się nad problemem edukacji w naszym kraju. Miałam nadzieję wysłuchać merytorycznych argumentów z różnych opcji, bo zaproszono na to spotkanie bardzo szerokie spektrum gości. Byłam pewna, że nie zawiodę się na organizatorach, którzy zaproponował i bardzo ciekawą formułę spotkania, świetnie wybrali miejsce i ekspertów.

Wszystkie moje oczekiwania zostały zaspokojone. Głosy ekspertów i dyskusja była niezwykle inspirująca. Podsumowaliśmy podstawowe założenia i spodziewane skutki reformy, wymieniliśmy wady naszego systemu oświaty i opowiedzieliśmy się za jego reformą, ale zdecydowanie nie w takim kształcie i w takim trybie jaki proponuje ministra Zalewska. Świetne wystąpienie o przygotowaniu nauczycieli do zawodu miała emerytowana nauczycielka geografii. Ważny był głos jednego z rodziców.

Niestety potwierdziły się także moje obawy co do spotkania. Przedstawiciele władz miasta (z wyjątkiem jednego radnego), związek zawodowy Solidarność, dyrektorzy szkół i czynni nauczyciele w ogromnej większości nie pojawili się na tej debacie. Przybyli nieliczni rodzice. Czy należy przez to rozumieć, że władze lokalne i środowisko szkolne nie podziela naszych obaw co do planowanej reformy oświaty ministry Zalewskiej? A może nie warto z nami rozmawiać?

Co się stało z nauczycielami, którzy biernie przyglądają się tej operacji bez znieczulenia na żywym organizmie? Czemu nie grzmią na trwogę rodzice uczniów? Czy naprawdę sądzą, że w XXI wieku w jednym budynku należy tworzyć infrastrukturę (pracownie z wyposażeniem, toalety, przystosowaną świetlicę itp.) dla dzieci 6 i 15 letnich? Co to ma poprawić w edukacji? Jaką nową jakość sprzyjającą rozwojowi młodego człowieka ma ten powrót do przeszłości stworzyć? A może łatwiej zarządzać taką szkołą, w której skumulowaliśmy problemy małych dzieci i dorastającej młodzieży w tej samej przestrzeni? Czy może łatwiej ułożyć plan zajęć? A może łatwiej wprowadzić innowacyjne metody nauczania, np. zlikwidować 45 minutowe lekcje i wprowadzić na przedmiotach ścisłych podejście całkowicie eksperymentalne (uczniowie wykonują eksperymenty pod kierunkiem nauczyciela i laboranta w specjalistycznych klasach laboratoryjnych), albo zmniejszyć liczbę uczniów w klasach do 14 osób, albo wprowadzić różnorodność planów nauczania, tak aby przynajmniej niektóre przedmioty uczniowie mogli wybrać w poszerzonym zakresie, aby mogli rozwijać swoje zainteresowania. Może sprzyja to powstaniu różnorodnych szkół? (W różnorodności szkolnictwa wielu ekspertów widzi szansę na jego rozwój.)

Ministra Zalewska chce nam wmówić, że zmiana struktury szkoły ją uzdrowi. Wszyscy wiemy, że to bzdura. Żeby uzdrowić szkołę, trzeba dać na nią więcej pieniędzy. Bo prawdziwa reforma zawsze kosztuje. (A Ministra Zalewska twierdzi, podobno, że przygotowała reformę bezkosztową!)

Efektywna edukacja, czyli w moim rozumieniu, edukacja wychowująca młodzież, która jest samodzielna, umie stawiać pytania i szukać odpowiedzi; taką młodzież, która wie co to podejście naukowe i merytoryczny argument, wie jak współpracować w grupie i rozumie jak funkcjonuje społeczeństwo, a także zna swoje zainteresowania i mocne strony, i aktywnie je rozwija; taką młodzież, która jest wrażliwa na piękno i sztuki piękne, i ma szansę stać się uczestnikiem szeroko rozumianej kultury (albo jej twórcą), taka edukacja jest droga, bo wymaga mniejszej liczby uczniów w klasie, a większej liczby nieustannie podnoszących swoje kwalifikacje nauczycieli (za pieniądze podatników, a nie własne pensje!), wymaga nowych technologii i właściwie wyposażonych pracowni (nie tylko fizycznej czy chemicznej, ale także plastycznej, takiej ze sztalugami i muzycznej z instrumentami muzycznymi dla każdego ucznia, i technicznej z maszynami), taka edukacja wymaga szkół z prawdziwymi stołówkami, czytelniami z prawdziwego zdarzenia, miejscami do odpoczynku dla uczniów i nauczycieli, pracowni lub gabinetu dla każdego nauczyciela itp. itd.

Tymczasem można odnieść wrażenie, że część kadry pedagogicznej okopała się na pozycjach i martwi się tylko, czy będzie miała etat, czy utrzyma pracę, albo gorzej, cieszy się, że pracy jej przybędzie (takie głosy słyszę od niektórych nauczycieli szkół podstawowych i liceów). Można odnieść wrażenie, że debaty o oświacie w ogóle, a nie tylko debaty przygotowane przez KOD nauczycieli i dyrektorów szkół nie interesują.

Bardzo chciałabym dowiedzieć się czy tak rzeczywiście jest i dlaczego tak jest? Co naprawdę oznacza nieobecność nauczycieli w dyskusji o oświacie i jakie są jej przyczyny? Czy to specyfika miasta Łomża, czy zjawisko jest ogólnonarodowe?

Członkowie KOD przygotowali mądrą, dobrze zaplanowaną, merytoryczną debatę.

Wierzę, że szeroki udział kadry pedagogicznej i rodziców w takich i podobnych debatach miałby szansę powstrzymać te niedobre zmiany w oświacie. Dałby także szansę na opracowanie założeń prawdziwej reformy oświaty. Dlatego pojechałam do Łomży.

Tylko czy my nauczyciele mamy wciąż jeszcze ten wspólny cel jakim jest dobro naszych uczniów, które tak często podkreślamy?

Mariola Zamojska

 

 




Wyszukiwarka

Loading