LISTY CZYTELNIKÓW. Witam. Ostatnio naszła mnie pewna refleksja odnośnie przyszkolnych placów zabaw, ale od początku. Posiadam latorośl w wieku przedszkolnym. Z racji wieku na topie są u nas obecnie place zabaw. Ostatnio dziecię trochę chorowało, a jak się już lepiej poczuło, zaczęło wywierać presję na rodzicielach, ażeby zabrać je na plac zabaw. Ok. Sobota, około godziny 18, wybieramy się na plac zabaw przy SP3. Zachodzimy... pusto. A więc dziecię moje skacze, bryka po wszystkich konstrukcjach, wszędzie chce wejść, wszystkim zainteresowane. Ja się sobie na ławce i obserwuję. Latorośl odbiega na najdalej położoną konstrukcję. Coś mnie tknęło, żeby pójść za dzieckiem. Podchodzę, a tam widzę co? Potłuczone butelki po piwie. Nie jedna, więcej sztuk. Pierwsza myśl "trzeba to pozbierać, bo nie tylko moje dziecko, może sobie zrobić na tym krzywdę, ale też inne, które bez rodzica przyjdzie". Jednak wystąpił problem techniczny, szkoło w drobny mak potłuczone, a u mnie brak jakichkolwiek środków pomocniczych. Wniosek, dzieciaka za rękę i idziemy na inne konstrukcje, z podkreśleniem wyraźnym dziecku, że tutaj bawić się nie wolno.

Mijają minuty. Latorośl w najlepsze korzysta z uroków tegoż przybytku, gdy na plac zabaw wchodzi grupka chłopców. Na oko trudno określić wiek. Po stopniu zaawansowania tak zwanej łaciny podwórkowej można sądzić, że chłopcy są "za pan brat" z każdym szewcem w okolicy i spędzili u niego długie godziny pracy. "urwy", "uje" co drugie słowo, przeplatane najróżniejszymi odmianami "ja pie...le". Normalnie miód na "wszystkochłonące" uszy mej latorośli. Ale nic, przeszli i postanowili zająć miejsce w "ciuchci". Po kilku kolejnych, cennych chwilach urozmaicanych przeróżnymi kwiatkami łaciny podwórkowej, "panowie" postanowili umilić sobie czas próbami rozbiórki wspomnianej "ciuchci". Jeden nawet postanowił nawet pochodzić po dachu tejże konstrukcji.

I tu pojawia się moja refleksja. Co ja jako rodzic mogę w takiej chwili zrobić? Zwrócić uwagę dość licznej grupie młodzieży (w postaci bandy chłopców)? Zatelefonować na policję? Straż miejską? I co powiem? "Dzień dobry, bo tutaj na placu zabaw chłopcy łażą po dachu ciuchci"? Zaznaczyć należy, że moje miejsce znajdowało się w znacznej odległości od miejsca zajmowanego przez nich, a i tak wyraźnie słychać było, że wszystko tam aż trzeszczy. Wielu takich wizyt nieszczęsna ciuchcia już nie wytrzyma. A jest to przecież miejsce zabaw dla najmłodszych. Rozumiem młodzież, która przyjdzie posiedzieć, na taką ciuchcię... może nie jest to specjalnie dla niej przeznaczone miejsce, ale dopóki nikt nie próbowałby roznieść w drobny mak tej konstrukcji, to nie widzę problemu, ale tutaj...

Pozdrawiam serdecznie.

(imię nazwisko do wiadomości redakcji)

 

 


Wyszukiwarka

Loading