Prezes gminnej spółki ADM Marcin Misiewicz 28 grudnia wypowiedział umowę na świadczenie przez siebie usług w zakresie zarządzania. Powodem podanym w wypowiedzeniu jest „olbrzymi dyskomfort, jaki odczuwam przez pryzmat ciągłych i nieustających nacisków Burmistrza Gołdapi Tomasza Luto, abym napisał mu pracę doktorską”.

W rozmowie telefonicznej Marcin Misiewicz nie chce dziś szerzej komentować tego uzasadnienia. Do podjęcia decyzji o zakończeniu pracy w gminnej spółce wpłynęły jednak też inne czynniki. Jednym z nich są niekompetentni w ocenie prezesa gminni urzędnicy, którzy nieraz chcieli, aby spółka wykonywała zadania, których nie może wykonywać albo które narażałyby ją na straty. Urzędnicy często nie rozumieją, że dla prezesa spółki prawa handlowego najważniejszy jej interes, a nie interes gminy.

Burmistrz Gołdapi nie zgadza się ze słowami prezesa ADM. Słowa o namawianiu do napisania pracy doktorskiej uważa za kłamstwo. Przyznaje jednak, że konsultował z nim swoją pracę. Tomasz Luto uważa także, że Marcin Misiewicz nie radzi sobie z postawionymi przed nim zadaniami. Miał też chcieć wcześniej, by burmistrz zatrudnił jego dziewczynę, na co on się nie zgodził i za co prezes miał się obrazić.

Marcin Misiewicz stanowczo odrzuca ten absurdalny w jego ocenie zarzut i twierdzi, że nigdy takie coś nie miało miejsca. Jego partnerka jest prawnikiem i dyrektorem oddziału kancelarii adwokackiej, i nawet nie myśli o zmianie pracy.

Prezes ADM powiedział też o innej sytuacji ze spółką, jaka ostatnio się wydarzyła. Burmistrz dokonał zmian w składzie rady nadzorczej ADM, powołał nową przewodniczącą. Objęła ona swoją funkcję 1 stycznia, a już 5 stycznia złożyła rezygnację. Spółka nie ma więc obecnie przewodniczącego rady nadzorczej.

Okres wypowiedzenia zawartej przez Marcina Misiewicza i burmistrza umowy to trzy miesiące i upływa z końcem marca 2022 roku. Do tego dnia prezes ADM planuje i chce pełnić swoje obowiązki.

Marcin Misiewicz zwraca też uwagę, że w jego ocenie namawianie go do napisania pracy doktorskiej nie jest przestępstwem i dlatego nie będzie o tej sytuacji powiadamiał organów ścigania. Do naruszenia prawa doszłoby wówczas, gdyby została ona przez niego napisana, a Tomasz Luto podpisałby się pod nią swoim nazwiskiem i przedłożył do oceny. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

 

Jesteśmy na Google News - obserwuj nas!